– Co dla Państwa?
– Poproszę bułkę z rozdrobnioną masą mięsno-tłuszczową z resztek kostnych, jak kupry czy łapki, w sumie z wymion też ujdzie. A jak pani dorzuci trochę odłamków szkła, larw, świńskich ryjów i emulgatorów to już w ogóle bomba!
– Wspaniały wybór. Dla pana?
– Ja poproszę spaghetti z mleczanem potasu, skrobią ziemniaczaną i glukozą.
– Czy życzy pan sobie do tego sporą dawkę toksyn i stresorów przerażonej przed ubojem świni oraz tasiemca, z którym żyła przez wiele lat, jak zresztą większość macior i wieprzy?
– Oczywiście, jakże mógłbym odmówić!
– Cudownie. Dla pani?
– A dla mnie będą ziemniaczki i mizeria…
– I tak bez kotlecika?
– Ahahaha, no oczywiście, że nie! Wezmę taki z antybiotyków, hormonów, soji, oleju i przerośniętego kurzego mięśnia sercowego.
– Doskonały. WYBÓR.
– – – – – – –
To właśnie naprawdę zjadacie, spożywając mięso hodowlane. Nieważne, czy są to parówki, mięso mielone z marketu czy pierś z kurczaka zakupiona w zaufanym sklepie mięsnym. Jeśli nie rusza Was cierpienie zwierząt, które mieli się żywcem (pisklęta), którym odcina się na żywo i bez znieczulenia rogi, następnie uderza obuchem w głowę, wiesza za nogę i, również na żywca, podżyna gardło… To może ruszy Was to, co naprawdę przyjmuje Wasze ciało podczas konsumpcji mięsa.
P.S.
https://youtu.be/pupqlt1ju1Y?si=oPxDVjSId7tnyYo9&t=13
https://www.youtube.com/watch?v=_Bh9f5Hk4t0
https://www.youtube.com/watch?v=iASLbsuuuC8&t=13s